poniedziałek, 21 października 2013

Kolejny sobotni z spacer z żywiołami

Przedwczoraj znów spacerowaliśmy w okolicach Starego Rynku. Znów z przewodnikiem "Cztery żywioły i dwa koziołki". Tym razem wybraliśmy Szlak Ognia.

 

Ale zanim udaliśmy się na szlak, wpadliśmy na Półwiejską do księgarni "W drodze na deptaku", bo w środę ukazały się 3 kolejne tomy Albertsona, którego Mania jest fanką największa i najwierniejszą.
Przed księgarnią stał Albert. Trzeba więc go było przytulić.



Szlak Ognia wiedzie wzdłuż murów miejskich, w okolicach ulicy Wronieckiej i placu Wielkopolskiego - tam w  końcu znajdziemy główną siedzibę Straży Pożarnej.
Potem zawędrowaliśmy na Wzgórze Przemysła, gdzie na tyłach Pałacu Działynskich szukaliśmy drzewa miłorzębu japońskiego.
Przy okazji szukania charakterystycznych, trójkątnych liści miłorzębu Mania znalazła sporo innych. Ślady jesieni.

 
Śladów ognia szukaliśmy na odwachu - są tu w postaci kul i języczków ognia.
 
Języczki ognia znaleźliśmy też przy figurze Jana Nepomucenie - dziś chroni ją barierka, wcześniej były to odbojniki w postaci wkopanych w ziemię luf armatnich.
 
Na szczęście niewkopaną lufę też udało się znaleźć - przed Muzeum Wojskowym:
 
 
Nie dotarliśmy jedynie do Zygi Latarnika - jest na skwerze przy Gazowni - dość daleko od STarego Rynku jak na dziecięce nóżki - zostawiliśmy go więc na inny spacer.
 
W księgarni kupiliśmy też inny przewodnik dla dzieci - "Poznańmy się! Przewodnik Bimbojerski dla cołkiej famuły"Magdaleny Knapowskiej-Niziołek wydany ostatnio przez Wydawnictwo Poznańskie, które obiecuje pokazanie miasta z całkiem innej strony - po łejersku:
 
 

"Miasto jest jak historia detektywistyczna. Ktoś tu już kiedyś był i zostawił ślad. Prezydent, noblista, generał. Ale też zwykła kelnerka, harcerz albo urzędnik, który postanowił pojechać na rowerze w świat. Śladem bywa...
... pomnik, droga, czasem dom. Albo miejsce, na którym nie ma nic oprócz chaszczy i wspomnień. Tajemnice Poznania ze śpiewem na ustach odsłaniają Łejery. Po spektaklu w nowym teatrze na Cytadeli cołką famułę — dzieci, rodziców, dziadków, krewnych i znajomych — pakują do bimby (...) Bimba piszczy na zakrętach w labiryncie ulic, i przystanek po przystanku, od Winograd po Dębiec, mija miejsca, które dotąd wydawały się zwykłe, szare i nudne. Niewidzialne, bo nikt nie zwracał na nie uwagi. Nagle okazuje się, że mają do opowiedzenia jakąś historię. Piękną, śmieszną albo straszną. Naszą".
 
Nasze poznańskie spacerowanie szybko się wiec nie skończy.
Przy okazji Poznań odkrywamy my (tzn. ja i Pan Mąż) - bo nie jest to nasze rodzinne miasto - z przewodnika dla dzieci sami dowiadujemy się więc wielu rzeczy, o których nie mieliśmy pojęcia/

5 komentarze:

dragonfly pisze...

Czytałam już o tym przewodniku kilka razy. Musze zakupić, a potem jak nic Poznań w końcu z dziećmi zwiedzić!

moje.dwoje pisze...

Koniecznie. Zapraszamy.

niekorporacyjna pisze...

u nas obowiązkowy był zakup "Jadę tramwajem i Poznań poznaję", bo moja Łucja marzy o podróżach tramwajem. kiedy ja byłam mała, rodzice zorganizowali mi specjalnie wycieczkę pociągiem, tak o tym marzyłam:-) tak więc wiosna/lato 2014 to dla nas będzie czas wycieczek tramwajem.
a za nami już poznawanie legendy o poznańskich koziołkach Elizy Piotrowskiej.
cała seria jest cudowna i faktycznie, można z niej się dużo dowiedzieć, bo to niestety tak jest, że najsłabiej zna się swoje miasto.
pozdrowienia:)

niekorporacyjna pisze...

ps. to pisałam ja - Karolina:-)
co mi kiedyś do głowy z tą "niekorporacyjną strzeliło...

moje.dwoje pisze...

Karolina, przecież ja dobrze wiem, że niekorporacyjna to Ty (w przeciwieństwie do mnie, choć i ja duchem nie jestem korporacyjna).
"Jadę tramwajem..." u nas już w rozsypce niemal, po wielu wyprawach.
A z tą znajomością rodzinnego miasta, to rzeczywiście coś w tym jest. Może dlatego, że tu nie przyjeżdża się ze szkołą wycieczką, nas której przewodnik pokazuje najważniejsze miejsca, opowiadając historie i anegdoty.

Prześlij komentarz

 

(c)2009 moje.dwoje. Based in Wordpress by wpthemesfree Created by Templates for Blogger